Dziś właśnie zostawiłam moje dwa szczęścia. Ewa lepiej zniosła pożegnanie na lotnisku niż ja ;) Korzystając z nowiutkiego statywu (prezentu od męża na dzień mamy) zrobiłam małą sesje przedwyjazdowa :)
Dalej kultywujemy końską pasje Ewuni. Za niedługo uruchomię skarbonkę na strój do jazdy konnej :)) Póki co, weekendowa wycieczka na kucyku, z dziadkiem jako asekuracja.
W ostatni weekend przed moim wyjazdem, pojechaliśmy z dziadkami do lunaparku. Ewa była przeszczęśliwa. Zafundowała mi przejażdżkę karuzela siedem razy z rzędu. Po tych ekscesach tak mnie zakręciło, ze jeszcze po południu szumiało mi w glowie...